startUFO -TEMATY
Pon, 19 lis 2018 10:20 | Czytany: 375x | Komentarzy: 0

SPOTKANIE BILLY MEIERA Z MICHELLE DELLAFAVE – SPRAWA JEDNEGO Z NAJSŁYNNIEJSZYCH ‘DOWÓDÓW NA OSZUSTWO MEIERA’ MA NIEZWYKŁY FINAŁ

     

Sprawa szwajcarskiego farmera Billego Meiera wielokrotnie pojawiała się w serwisie FN. Jest to człowiek, który twierdzi, że od dzieciństwa ma kontakt z cywilizacją z Plejad z planety Erra. Brzmi to fanastycznie i wręcz wydaje się pozycją z zakresu S-F, ale sprawa jest bardziej niż 'po prostu ciekawa' i możecie nam wierzyć - im częściej jeździmy do Szwajcarii na spotkania z Meierem tym bardziej rzecz jest intrygująca.


Jest on od wielu lat traktowany jako „największy oszust”, powszechnie opluwany i wyśmiewany. I już to powinno skłonić do małej refleksji, gdyż nasze doświadczenie nam mówi, że im bardziej dana sprawa jest opluwana przez głupich i zawistnych ludzi, tym bardziej jest prawdziwa. Przerabialiśmy to w Polsce wiele razy. Dla tych, którzy być może nie spotkali się z tą postacią polecamy obejrzenie filmu „Kroniki Meiera” z naszego Archiwum FN.

Opluwanie i ośmieszanie postaci Billego Meiera szło wielotorowo, a jeden z najbardziej łajdackich sposobów znany jest także z naszego „podwórka”, czyli bezczelne podrzucanie fałszywek. To wyjątkowe draństwo świadczące o braku poczucia wstydu i całkowitej bezsilności, ale nam także podrzucają fałszywki od początku działalności, czyli od 20 lat. Stąd takie historie jak Meiera są nam bliskie.

Ale wracając do jego postaci - jednym z koronnych dowodów na jego „bezczelne oszustwo” było zdjęcie Plejadanki (czy też Plejaranki – jak kto woli, bo krążą w sieci obie wersje) Asket, które potem okazało się klatką z programu telewizyjnego z udziałem amerykańskiej piosenkarki Michelle DellaFave. 


„O… macie tu swojego wielkiego kontaktowca… proszę!” – takie e-maile po publikacji tekstu o Meierze dostawaliśmy regularnie. ;) Zawsze nas ta sprawa interesowała, gdyż było jasne, że tam musi być jakieś banalne wyjaśnienie. I właśnie dostaliśmy ciekawego emaila od naszego stałego załoganta Reserachera.



From: [dane do wiad. FN]
Sent: Sunday, November 18, 2018 6:36 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Billy Meier
Importance: High


Witam. Znalazłem w Necie bardzo ciekawy i emocjonalny reportaż ze spotkania Billy Meiera z Michelle DellaFave. Billy Meier wyjaśnia po latach, jak doszło do manipulacji, kradzieży i podmienienia autentycznego zdjęcia plejadianki Asket na fałszywe, przedstawiające kadr z telewizyjnego show „Dean Martin Variety Show, Episode Feb 25, 1971”, na którym to Michelle DellaFave przedstawiana była później w publikacjach na temat przypadku Meiera jako Asket. Billy wyjaśnia tutaj mechanizm działania pewnych grup próbujących dyskryminować jego działalność, a także mówi o tym dlaczego nie zauważył podmiany autentycznych zdjęć plejadianek. Naprawdę fascynujący materiał.


https://www.youtube.com/watch?v=YTlMuzdDXnA


Pozdrawiam: załogant Researcher 


Faktycznie materiał, jak i całe spotkanie jest fascynujący. Billy Meier kiedyś „na lewo i prawo” rozdawał swoje fotografie z UFO. Jeszcze w latach 80-tych każdy, kto przyjechał do niego do Szwajcarii wyjeżdżał z oryginalnymi (!) kliszami i fotografiami z obiektami UFO. Meier podczas tego programu opowiada o tym, jak wśród osób, które go odwiedziły był podły oszust, którego celem było skompromitowanie Meiera podmieniając jego prawdziwe zdjęcia fałszywkami z programu Deana Martina. Wykorzystał fakt, że Michelle DellaFave była bardzo podobna do osoby ze zdjęcia, które posiadał Billy Meier. To wręcz nieprawdopodobne, że te dwie osoby czyli Billy Meier i Michaelle DellaFave nagle spotkały się… DellaFave opowiedziała w tym materiale wideo, że nagle ktoś jej powiedział, że jej zdjęcie z programu jest znane na całym świecie jako „dowód na oszustwo Billego Meiera”.

- Kim jest Billy Meier? Dlaczego akurat ja?! – tak piosenkarka zainteresowała się postacią szwajcarskiego farmera. W 2017 przyleciała do Szwajcarii i spotkała się z Meierem. 

Nie mamy siły ani czasu tłumaczyć ten materiał, więc wybaczcie nam, że jest tylko w wersji angielskojęzycznej. Powinny go jednak obejrzeć wszystkie osoby, które interesują się przypadkiem Billego Meiera i śledzą jego działalność chociażby poprzez publikacje w serwisie FN.


Oto kilka przykładowych punktów przekazu Plejadian, które rzekomo otrzymał od „obcych” Billy Meier:

* sensem życia jest zbieranie doświadczeń, umożliwiające rozwój duchowy i postęp na trwającej miliony wcieleń drodze do ponownego zjednoczenia się z Inteligencją Stwórczą, znaną również Bogiem. Każdy z nas ma w sobie jego cząstkę, która życie za życiem uczy się i rozwija.

* karma wraca w następnym wcieleniu, to znaczy człowiek odradza się dokładnie w takim świecie, jaki w poprzednim życiu pomógł wytworzyć swoimi czynami, słowami i myślami. W naszej galaktyce forma ludzka wyewoluowała niezależnie na 44 milionach planet - ma swoje miejsce w potencjale rozwoju życia we Wszechświecie tak samo jak gwiazdy, planety, rośliny czy zwierzęta; przy czym jest to pozycja uprzywilejowana, najwyższa, choć na innych planetach zdarzają się także inne 'formy końcowe' 

* istnieją miliardy miliardów wszechświatów i ciągle powstają nowe. Ludzki umysł nie obejmie ilości życia stworzonego przez Kreację

* najważniejsze prawo Wszechświata to prawo wszystkich istot do wolnej woli i podążania własną ścieżką rozwoju; dlatego nikt nie zbawi naszej planety za nas, ponieważ byłoby to pogwałcenie naszego prawa do uczenia się na własnych błędach - one właśnie po to są!

* rywalizacja pomiędzy ludźmi jest błędem. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę tym samym, cząstkami jednej siły. Wszystko jest jednym! W tym sensie obcy i my to bracia na tej samej drodze do Kreacji.

* myśli to też są czyny; tak samo słowa. Ludzie bagatelizują je, a one (słowa i myśli) operują potężnymi energiami, które zmieniają świat.

Jak widzicie przekaz Meiera praktycznie pokrywa się z tym, co nam udało się ustalić "inną drogą" prowadząc Fundację Nautilus... i już tylko to jest na tyle ciekawe, aby uważnie pochylić się nad historią tego Szwajcara.

Pozostaje sprawa najważniejsza. Sprowadza się ona do pytania: czy przypadek Meiera jest prawdziwy, czy też nie?


Na koniec jeszcze mała rozmowa, która odbyła się na pokładzie okrętu Nautilus w sprawie B. Meiera. Miała ona miejsce wiele lat temu i już była publikowana, ale mimo wszystko warto ją w tym miejscu przypomnieć.

Czy wierzysz w historię Billego Meiera?

Tak, mówię tylko i wyłącznie w moim imieniu, a nie Fundacji czy nawet ludzi od nas, którzy się zajmują UFO... Wierzę mu. Z wielu powodów.

Dlaczego? 

Przecież ta sprawa została nazwana oszustwem przez wielu najsłynniejszych światowych badaczy UFO. Mogę wymieniać nazwiska… ba, nawet powstały książki torpedujące jego historię! Podobno były jakieś modele latających talerzy, no i zeznania jego byłej żony, która zdemaskowała...

Pozwól, że odpowiem trochę przewrotnie na Twoje pytanie. Aby poznać wszystkie szczegóły historii Meiera, warto spojrzeć na to, co mieliśmy okazję obserwować w związku z historiami, które trafiły na pokład Nautilusa. Powiedz, która historia związana ze zdjęciami UFO jest Twoim zdaniem najlepiej zbadana i najbardziej wiarygodna?

Z tych, które miałem okazję samemu badać?

Tak.

No to Zdany i długo, długo nic... potem pewnie ta seria zdjęć ze Stąporkowa...

A właśnie, Zdany. Oceniamy, że w Polsce jest kilka tysięcy osób przyznających się do tego, że czynnie zajmuje się badaniem zjawiska UFO. Prowadzą oni przeróżne portale internetowe, mają własne programy telewizyjne i radiowe. Nie można tego wykluczyć, że oni mają bardziej wiarygodne, lepiej zbadane, bardziej efektowne i wyraźne zdjęcia UFO, które kiedyś tam poznamy. My prowadząc przez tyle lat naszą skromną działalność bez chwili zawahania wskażemy Zdany jako historię, która jest absolutnie „Top over the Top” jak mawiają Brytyjczycy, która wyrasta ponad wszystko, z czym się spotkaliśmy i co mieliśmy okazję zbadać osobiście. Tymczasem czytając niektóre teksty na temat Zdanów publikowane przez tak zwanych „badaczy UFO” przecieraliśmy oczy ze zdumienia i łapaliśmy się za głowę, jak można mówić takie bzdury bez osobistego spotkania ze świadkami... Historia o Zdanach pokazała, że nazwanie niektórych „znawców tematu” durniami to nie jest żadne obrażanie kogoś, ale zwykła diagnoza. Praktycznie na drugi dzień po pokazaniu zdjęć ze Zdanów zaczęliśmy dostawać zdjęcia misek, które ci ludzie fotografowali podrzucając je do góry. Ile takich zdjęć dostaliśmy, pamiętasz?

Setki.

Setki i to praktycznie na drugi dzień po publikacji w serwisie. Niektóre zdjęcia były całkiem podobne do tych, które zostały wykonane 8 stycznia 2006. Pamiętasz, jakie było przesłanie tego rzucania miskami? Jeśli można wykonać zdjęcie, które będzie podobne to tego czy innego zdjęcia, więc oczywiście można natychmiast uznać rzecz za niewiarygodną. W ten sposób można zakwestionować wszystkie zdjęcia latających spodków wykonane na świecie, gdyż spodek lub talerz rzucony w powietrze i sfotografowany przy odrobinie szczęścia będzie wyglądał tak, jak to czy tamto zdjęcie. Ci durnie – proszę wybaczyć, że tak ich nazywam, ale to słowo pasuje najlepiej i nijak nie mogę znaleźć lepszego– za wszelką cenę starali się ośmieszyć najciekawszy przypadek wykonania zdjęć UFO w historii Polski tylko dlatego, że od lat spode łba patrzą na FN, są całkowicie bezsilni i dlatego… zresztą mniejsza z tym. Ale wracając do sprawy – to był powód, dla którego od rana do wieczora rzucali miskami i darli się w niebogłosy, że „zdemaskowali i udowodnili”. Na wszelki wypadek rozsyłali po całym świecie informacje, że Zdany to oszustwo, aby Broń Boże ktoś nie pomyślał, że to prawdziwe zdjęcia. To wszystko było podszyte nie żadną ufologią czy badaniem zjawisk takich czy innych, ale zwykłą ludzką zawiścią. Takie to polskie, takie to nasze. Nie mówmy o Zdanach, bo wiem, że powstaje tekst o kulisach publikacji tych zdjęć w rocznicę ich wykonania i całej tej niesłychanej historii wokół tych zdjęć. Ja ci jednak zadam inne pytanie: jaką masz gwarancję, że z podobnymi historiami nie mamy do czynienia w przypadku Billego Meiera? Jaką masz gwarancję? 

Tak, nie ma gwarancji żadnej, ale…. Ale wracając do Meiera: myślisz, że tę historię też chciał ktoś ośmieszyć? 

Oczywiście. Ale tak naprawdę nie o to chodzi w tym przykładzie. Ja Ci tylko pokazuję, że nawet w wydawać by się mogło najbardziej wiarygodnej sprawie zawsze znajdzie się kilku takich, którzy wytupią i wygwiżdżą. I tak naprawdę historia związana ze zdjęciami ze Zdanów była dla nas wielką lekcją związaną z ludzką psychologią, a czasami wręcz psychiatrią... To też jest ważny element w ocenie prawdziwości danego przypadku. Mówiąc w największym skrócie: nie ma znaczenia, co ten czy tamten wykoncypował w swojej pustej łepetynie czy co napisał. Ważne jest to, co samemu można było zweryfikować osobiście. Od sprawy Zdanów nasz dystans do internetu znacznie się zwiększył i poznaliśmy kulisy niektórych demaskujących teorii, jak one powstają, na jakich przesłankach i tak dalej... głupoty wypisywane przez „internetowych znawców Zdanów” nie tylko były obiektem ciągłych żartów na pokładzie Nautilusa, ale także... wiele nas nauczyły. I ta wiedza jest także bardzo przydatna w ocenie innych przypadków, choćby Meiera. 

Czy uważasz, że wiele osób kieruje się innymi niż merytoryczne przesłankami w ocenie historii Meiera?

Oczywiście. Podam przykład. Wiele osób zajmujących się badaniem UFO upatrują w tym zjawisku szansę na „zdemaskowanie istnienia Boga”. Są naprawdę psychiatryczne przypadki ludzi, którzy cały czas ględzą o tym, że „Boga nie ma, a wszystkie religie zostały stworzone przez kosmitów”. To często chorzy ludzie, owładnięci prawdziwą antychrześcijańską obsesją... Znam co najmniej jeden przypadek, który kwalifikowałby się do zakładu zamkniętego. Tymczasem Meier mówił o tym, że człowiek ma duszę, która potem przenosi się do innego świata, a następnie z powrotem powraca do świata materii wcielając się w nowe materialne ciało. Taka teoria nie pasowała „ufologicznym ateistom”, którym już tylko to wystarczyło do tego, aby opluć Meiera i jego zdjęcia i filmy. Już tylko to, że mówił o reinkarnacji dla wielu było wystarczającą przesłanką do tego, że „łże jak pies”. Dlaczego? Bo Boga nie ma, reinkarnacji nie ma. Oni to wiedzą. Więc jeśli ktoś mówi o tych dwóch rzeczach, to musi być kłamcą i oszustem. Zawsze się wtedy znajdzie kilka tysięcy poszlak wskazujących na to, że jest to oszustwo. Jak się chcę uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie. Podobnie jest w drugą stronę. Są nawiedzone religijnie osoby, dla których UFO jest interesujące tylko i wyłącznie dlatego, że udowadnia jakieś ich psychiatryczne teorie. On sobie do łba wbił, że UFO to demony i już. Wszystko mu pasuje, wszystko takiemu durniowi „się zgadza”. Z takim nie ma dyskusji, nie ma rozmowy, nie ma argumentów, bo on ma za plecami wiarę i ona mu wystarcza na wszelkie niejasności. Przykładów mógłbym podawać wiele… szkoda na nie czasu.

Ale Meiera oskarżono o to, że tworzy sektę.

Tak, tak.... jak chce się komuś przyszyć łatę, to najlepiej go nazwać sektą. I po sprawie. To jest sprawdzona metoda wykluczenia i naprawdę nie poświęcajmy jej wiele miejsca. To nie jest argument.

Ale Meier sprzedaje książki, filmy. Czy to jest w porządku?

Dobrze, ale z drugiej strony co ma robić? Rozdawać te filmy? Nie wygrał majątku w lotto, o ile wiem i tak głównie żyje z renty. On w pewien sposób traktuje swoją działalność jako pewne zadanie uświadamiania ludzi o tym, że nie są sami we wszechświecie. Jak ma to inaczej robić? Jeździć po świecie, zatrzymywać się na dużych placach w wielkich miastach i przez megafon mówić „Ludzie, nie jesteśmy sami... Są jeszcze ludzie z Plejad!”? Absurd. Robi to tak, jak robi. Może źle, może nieudacznie, może czasami powie słowo za dużo... Ale to robi. I to od wielu lat, a pamiętaj, że ocena człowieka czy jakiegokolwiek zjawiska jest możliwa dopiero na przestrzeni wielu lat. Wszelkie „oszustwa i podwórkowe zagrywki” mają krótki żywot. Dwa, trzy lata, a potem wszystko zdycha... Lewi świadkowie już nie chcą odgrywać "teatru", przeważnie przyznają się do wszystkiego, aby wreszcie im dać spokój. Meier jest konsekwetny od prawie 40 lat. To naprawdę daje do myślenia.

Ktoś powie „na UFO się dorobił”. I co ty na to?

Tak mogą mówić tylko ci, którzy nie mają pojęcia, co to znaczy prowadzić działalność publiczną i mówić o UFO. Na tym można tylko tracić i Meier miał kilka razy chwile, kiedy mówił „dość”. Chciał wszystko rzucić i zaprzestać wszelkich kontaktów z mediami, gdyż z roku na rok żyło mu się coraz gorzej. Do jego domu przyjeżdżały przeróżne UFO-świry z całego świata, które oczywiście chciały się spotkać z Plejadianami i – autentyk – „przelecieć się spodkiem”. Przyjaciele Meiera stworzyli z czasem coś w rodzaju bariery, żeby odgrodzić Meiera od tego towarzystwa... Co się wtedy stało? Zostali nazwani sektą. Znam tę historię, bo mam bliski kontakt z jedną z osób z kręgu Meiera. Ludzie nie zdają sobie sprawy oceniając daną historię, jakie ona zawiera elementy, jak różne są aspekty oceny takiego przypadku... 

Znaleziono u niego modele latających spodków. Słyszałeś o tym? To podobno zdemaskowało oszustwa...

Wiesz, to jest prawda. Ale tylko częściowo. To jest tak jak w tym dowcipie o tym, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają luksusowe samochody. I jest prawda jak najbardziej, ale... Nie w Moskwie, tylko w Petersburgu, nie na Placu Czerwonym, tylko na prospekcie Puszkina, nie luksusowe ale używane, nie samochody a rowery, i nie rozdają, ale kradną. Poza tym informacja jest prawdziwa... /śmiech/

Więc jak to było z tymi modelami latających spodków?

Meier próbował wykonać zdjęcia latających obiektów UFO w nadziei wykazania, że takich zdjęć zrobić się nie da. Tak dobrych zdjęć jak te, które pokazywał jako prawdziwe zdjęcia UFO... Przyznawał się do tego wielokrotnie, mówił o tym w wywiadach. Ludzie z jego bliskiego kręgu także wspominali o tym. W czasach, kiedy jeszcze nie był tak znany, do jego domu mógł wejść każdy. Kiedyś przyjechał ktoś, kto był takim typowym przypadkiem człowieka wierzącego w UFO i ogarniętego obsesją walki z religiami.... On będąc w jego domu zauważył model takiego spodka, wykradł go i zaniósł do mediów triumfując, że oto ma dowód na to, że Meier to krętacz i oszust. Ten człowiek jechał do Meiera z nastawieniem, że musi go zdemaskować. Na przestrzeni ostatnich 30 lat było kilka takich osób, które upatrywały szansy ośmieszenia Meiera w pokazywaniu na siłę, że „takie zdjęcia da się zrobić”. Tak, jakby to rozstrzygało wszystko... Głupoty się nie sieje, sama się rodzi.

A sprawa jego byłej żony? Podobno poszła do prasy opowiadając, że Meier to oszust...

Słyszałem o tym, ale nie znam szczegółów. Może tak było, może nie – po prostu gdzieś ktoś mi o tym powiedział, ale zapytam o to, jak pojadę do niego za kilka miesięcy. Wiem, że jeszcze w latach 80-tych jego była żona była często nagabywana przez dziennikarzy do wypowiadania się na temat kontaktów z UFO jej męża. Wtedy chętnie mówiła o swoich obserwacjach UFO nad domem, jej dzieci wykonywały rysunki obiektów... W tej sprawie mogą też wchodzić w grę sprawy męsko-damskie, które czasami sprawiają, że jedna lub druga strona chce się zemścić i wtedy... ale nie chcę się na ten temat wypowiadać. Warto jednak wrócić do tego twierdzenia, które już padło w tej rozmowie. Wierz tylko w to, co możesz zweryfikować sam.

Co masz na myśli?

Byłem u Meiera. Przebywając w Szwajcarii zrobiłem ciekawy eksperyment. Zacząłem chodzić po zagrodach byłych sąsiadów Meiera, który kiedyś mieszkał w miejscowości Hinwil. Farmerzy z tych gospodarstw, uczciwi do bólu Szwajcarzy, których trudno posądzać o fantazję i chęć uczynienia z Hinwil dziwowiska mówili: „Meier? To dziwak, z jakąś taką grupą ludzi wokół siebie... odludek. Ale trzeba przyznać, że coś tam do niego przylatywało. Te światła to nie tylko ja widziałem, ale inni też...”. To ważne relacje w sprawie Meiera, których trudno uznać za nieistotne przy ocenie jego prawdziwości.

A więc wierzysz mu?

Powiem inaczej. Nie widziałem obiektów, które opisuje Meier i które są na jego filmach czy zdjęciach. Nie widziałem także na oczy Antarktydy, ale przecież wiem, że istnieje. Nie jest wcale prawdą, że wierzyć można tylko w to, co „gały widziały”, bo w każdej sprawie liczy się kontekst. Pisał o tym w jednym z tekstów na naszych stronach ktoś, już nie pamiętam w którym tekście... Podsumowując – sprawa Billy Meiera wcale nie jest zamknięta. Można w nią nie wierzyć, ale warto ją znać. Jego historia trwa i uważam, że jest niezwykle ciekawa mimo tego, że w wielu miejscach jest co najmniej niezrozumiała.

W jakich?

Wiele rzeczy, wiele rzeczy jest co najmniej wątpliwych, w wielu całkowicie Meier jest niewiarygodny, w kilku wręcz uważam, że kłamie. Mówię to jako człowiek, który był u Meiera. Mam prawo zabierać głos w jego sprawie, bo byłem u niego. Wiem, jak to wygląda od środka, gdzie mieszkał kiedyś, gdzie teraz, znam tę historię. Tak uważam. W odróżnieniu od wielu osób, które znają jego historię tylko z filmów czy artykułów w sieci, mam prawo zabierać w tej sprawie głos. Uważam, że kilka rzeczy rzuca negatywne światło na tę postać, ale to nie oznacza, aby wrzucić jego przypadek do kosza! Ja powrócę na koniec do Zdanów, bo ten przypadek jest szczególny, jest dla mnie jakimś tam punktem odniesienia… w każdym razie to jest tak, że jak na drugi dzień po publikacji zdjęć ktoś przysłał nam ogromne emaile pełne prawie identycznych zdjęć jak te ze Zdanów, bo dzień wcześniej kilka godzin rzucał miskami i ciął fotę za fotą i kilka razy wyszło mu podobnie, to… my powinniśmy natychmiast śmiejąc się uznać, że sprawa została wyjaśniona i zrezygnować z dokumentowania tej historii! Podobnie jest z Meierem i innymi przypadkami. Jestem zresztą ciekaw, co myślą o historii Billego Meiera inni czytelnicy serwisu. Interesuje mnie zwłaszcza jedna grupa.

Jaka?

Ci, którzy mieli okazję z nim rozmawiać, a jest takich ludzi całkiem sporo w Polsce, wiem o tym. Znawcy Meiera „internetowi” mnie interesują mniej, bo przeważnie budują obraz na podstawie tego, co jest w sieci… A tam są bzdury. Byłem u Meiera. Rozmawiałem z nim, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieszkają wokół jego domu, przypadkowych farmerów, którzy mówili „tak, dziwny człowiek, ale te światła nad jego domem to widziałem…”. Spróbuj namówić farmerów do opowiadania takich lewych historii... No Way!I niech to będzie puentą dla tej sprawy.

Dziękuje za rozmowę.



     

Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

poprzednie wiadomości:

UFO - TEMATY

Nie, 18 lis 2018 12:06

Obserwacja UFO przez pilotów nad Irlandią tematem programu w BBC.

Załogi kilku samolotów pasażerskich przelatujących nad Irlandią zaczęły równocześnie informować o dostrzeżeniu na niebie jasnych i bardzo szybko poruszających się obiektów. Nie zostały zidentyfikowane, czyli zostały UFO. Irlandzkie władze zajęły się tematem. czytaj dalej

Czw, 15 lis 2018 10:28

O CZYM PISAŁ WITOLD WAWRZONEK W DZIESIĄTKACH LISTÓW WYSYŁANYCH DO KLUBU UFO-WIDEO?

Witold Wawrzonek pisał listy, a dokładniej mówiąc... dziesiątki listów. Wszystko to miało miejsce po Emilcinie w latach 1979-1995. czytaj dalej

Śr, 10 paź 2018 13:45

PROJEKT ‘KONTAKT’ – ZASKAKUJĄCE INFORMACJE O OBCYCH CYWILIZACJACH ODWIEDZAJĄCYCH ZIEMIĘ

Ludzie myślą, że obce istoty z obiektów UFO są „wszechmocne i perfekcyjne”. Nic bardziej mylnego! Popełniają przezabawne błędy i pomyłki świadczące o tym, że są takimi samymi istotami jak my, choć oczywiście wyprzedzają nas na drodze rozwoju duchowego i technologicznego. czytaj dalej

Czw, 4 paź 2018 09:32

TURYSTYKA UFOLOGICZNA W ARGENTYNIE

W Argentynie rośnie popularność tematyki związanej z UFO. Ostatnio nawet można pójść szlakiem zdarzeń związanych z Niezidentyfikowanymi Obiektami Latającymi. czytaj dalej

Sob, 15 wrz 2018 19:33

PAUL ASCOUGHT: UCZESTNICY BLISKICH SPOTKAŃ Z UFO MÓWIĄ, ŻE TE WYDARZENIA ZMIENIŁY ICH POGLĄD NA ŚWIAT

Na pokład okrętu Nautilus dostaliśmy właśnie informację o nowej książce o UFO  zatytułowanej "THE REAL STORY". Przedstawiamy wywiad z autorem, który przeprowadził nasz kolega z Wielkiej Brytanii Philip Mantle. czytaj dalej

Czw, 6 wrz 2018 09:15

PSY SŁOŃCA NAD SKOCZOWEM W 1620 ROKU

W roku 1620 -  w Środę Popielcową , przy wschodzie Słońca, zaraz w tym dniu w Skoczowie mojego teścia pogrzeb się odbył, dał Bóg Wszechmocny przy pięknym czystym niebie straszne znaki zobaczyć, pozwolił tu potem 3 jasne światła, równe świecącemu Słońcu i tęcze wokół ogniste i jak krew czerwone cyrkle, potem jedno ze słońc do drugiego na krzyż i inne ogniste i czerwone promienie, które kilka godzin trwały. [...] czytaj dalej

zobacz archiwum...

  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.