From: Paweł Xxxxxx [mailto:xxxxxxxxx@gmail.com]

Sent: Friday, April 14, 2017 9:31 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject:

Szanowni Państwo, podsyłam w załączniku 3 zdjęcia na których zostało uchwycone coś czego fizycznie nie było widać okiem. Fotografie zostały wykonane przez osobę z mojej rodziny ok 3 lata temu. Jeżeli są państwo zainteresowani jakimikolwiek dodatkowymi informacjami proszę pisać. Mam nadzieję że zdjęcia zainteresują Państwa redakcje.

Serdecznie Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych 🙂

Z szacunkiem

Paweł Xxxxxx

Moja odpowiedź

Witamy Pana,

Dziękujemy za e-mail i zdjęcia. Czy są ciekawe? Są bardzo ciekawe!

Chcemy dowiedzieć się więcej, chętnie z Panem porozmawiać przez telefon. Czy jest taka możliwość?

Czekamy na odpowiedź i serdecznie pozdrawiamy

FN

Gdy zobaczyłem zdjęcia to już wiedziałem na pewno, że jeśli to jest model, to osoba, która go stworzyła musiałaby być mistrzem świata w modelarstwie. Poza tym czułem, że to nie koniec tej historii, bo obiekt na jednym ze zdjęć wygląda wyjątkowo i w niczym nie przypomina tego co do tej pory przychodziło na naszą skrzynkę.

Poza wyglądem moją uwagę przykuło czerwone koło znajdujące się jakby pod obiektem, które ewidentnie świeciło. Tak więc jeśli ktoś byłby w stanie wykonać taki model, to musiał też zainstalować jakąś zasilającą baterię w środku. Gdy wysłałem te zdjęcia do moich przyjaciół w Wielkiej Brytanii, którzy naprawdę się na tym znają, zauważyli zmianę w jego wyglądzie. Na jednym z nich wyraźnie widać, że jest dłuższy niż na kolejnym, a to by oznaczało, że obiekt ten jest czystą energią. Stanowczo odrzucili, by to mogło być przylepione do szyby. Podczas analizy okazało się, że ten obiekt (przynajmniej na jednym zdjęciu) jest bardzo mały i może mieć około 5 centymetrów. Tyle mniej więcej co zapałka. Na początku myślałem, że pojazd ten jest bardzo daleko i stąd na tle okna jest mały. Widząc te zdjęcia postanowiłem odwiedzić ich autora. Gdy przyjechaliśmy z kolegą z FN na miejsce przeżyłem szok. Sama rozmowa ze świadkiem, przebieg tego spotkania upewnił mnie, że historia z tymi zdjęciami jest prawdziwa.

Mianowicie, był 19 sierpnia 2014 roku. Tego dnia był bardzo gorący dzień. Pan Mariusz pracował jako pracownik ochrony w prywatnej firmie niedaleko miejscowości gdzie mieszka. W tamtym dniu miał mieć nocny dyżur. Razem z synem wybrali się na basen i po południu wrócili do domu. Po wejściu syn pana Mariusza, Mateusz, poszedł się bawić do dużego pokoju. W tym czasie pan Mariusz był w kuchni. Według jego relacji w pewnym momencie zdecydował się uwiecznić na zdjęciach modele (samolotu i koguta), które zrobił wcześniej. Stały one na garażu po przeciwnej stronie jego bloku. Chciał mieć po prostu pamiątkę na przyszłość. Gdy przeglądał wykonane kadry, obiektu w ogóle nie widział. Zdjęcia były wykonane 3 lata wcześniej, więc więcej istotnych szczegółów nie pamiętał. Na tym ta sprawa właściwie się zakończyła. To znaczy wiedziałem, że zdjęcia są fantastyczne i na pewno będę je pokazywał, ale myślałem, że na tym się zakończy. Jakiś czas później wydarzyła się jednak pewna rzeczy, którą łączę z tą sprawą.

14 sierpnia 2018 roku wróciłem bardzo późno z pracy, z wieczornego dyżuru w telewizji. Była godzina wpół do pierwszej – za piętnaście pierwsza w nocy. Często bywało tak, że po takim powrocie jestem jeszcze naładowany energią, ale nie tym razem. Gdy tylko wróciłem to poszedłem jeszcze do łazienki i od razu potem położyłem się do łóżka. W pewnym momencie zrobiłem coś, czego nie mogę wyjaśnić. Nagle zerwałem się z łóżka, podszedłem szybko do telefonu, chwyciłem go i przestawiłem z trybu cichego (włączone były jedynie wibracje) na tryb głośny. Odłożyłem telefon i w tym samym momencie zdałem sobie sprawę z irracjonalności mojego zachowania. Jakiś absurd. Gdy tak o tym myślałem i zrobiłem dosłownie krok, przyszedł sms. Zbladłem, ponieważ mam bardzo chorego ojca i myślałem, że może przychodząca wiadomość będzie dotyczyła właśnie jego. Wziąłem telefon i zobaczyłem, że to wiadomość wysłana przez fotopułapkę, która jest zainstalowana w bazie fundacji. Ma ona moduł GSM i jeżeli cokolwiek pojawi się przed kamerą to ona automatycznie przesyła obraz. Tylko, że ta fotopułapka nie miała prawa wysłać zdjęcia, ponieważ wyczerpał się limit na zainstalowanej w niej karcie typu pre-paid i nie mogła już robić żadnych zdjęć.

W prawym dolnym rogu jest pokazana data oraz godzina przesłania obrazu. Gdy ja zerwałem się z łóżka, to coś pojawiło się przed kamerą (01:15:20), a wiadomość do mnie przyszła o 01:16. To na pewno nie jest żaden pająk czy owad. Jest to jakaś forma zamanifestowania się dziwnej energii. Wysłaliśmy to zdjęcie to Pani Theresy Kaplan Amuso, należącej do MUFON, która wykonała przed swoim domem setki, jeżeli nie tysiące zdjęć, na których widać podobne smugi (można je obejrzeć na jej profilu na facebook’u). Potwierdziła nasze przypuszczenia i pogratulowała wyjątkowego kadru.

Gdy rano wstałem, opowiedziałem o tym wszystkim moim przyjaciołom z fundacji i stwierdziłem, że to musi być zapowiedź jakiejś informacji, którą wkrótce dostanę. Potwierdzili wyjątkowość zdarzenia z rozładowaną fotopułapką i zgodzili się, że to zapowiedź „czegoś większego”. 12 października, czyli niecałe dwa miesiące po tym otrzymaliśmy taką oto wiadomość:

Strony: 1 2 3 4 5