startUFO -TEMATY
Czw, 26 maj 2016 07:27 | Czytany: 11197x | Komentarzy: 0

Niezwykły przypadek Bliskiego Spotkania z UFO - historia Betty Ann Andrresson

     

Strona: 1 2 3 4 5

Przytoczone powyżej obszerne fragmenty zaskakującego dwunastego seansu hipnotycznego zawierają, jak to widać, szereg ciekawych - mimo iż miejscami zupełnie niezrozumiałych, graniczących z absurdem - informacji. Chociaż trudno posądzać Betty o wymyślenie tego wszystkiego, to jednak nie da się całkowicie wykluczyć możliwości, że ten dialog odbywał się z jej podświadomością. Biorąc jednak pod uwagę całość przypadku Betty można przyjąć, że ta rozmowa z tymi istotami via Betty mogła rzeczywiście mieć miejsce.

Nieoczekiwany przebieg tej sesji sprawił, że ustalenie dalszych losów niebieskiej książki odłożono do następnej. Odbyła się ona tydzień później 23 lipca 1977 roku. Ustalono wówczas, że dwa dni po wzięciu Betty pokazała ją Becky w tajemnicy przed innymi członkami rodziny, kiedy Becky opowiedziała jej o śnie, jaki wtedy miała. Betty powiedziała jej, że to nie był sen, że to, co widziała, wydarzyło się naprawdę, po czym wspólnie obejrzały książkę.

Książka składała się z około czterdziestu kart. Trzy pierwsze były lśniąco białe i nie zadrukowane. Dopiero czwarta była zapisana; pokrywały ją wcześniej wspomniane rysunki i ciągi dziwacznych symboli, które nie przypominały żadnego ziemskiego pisma, niczego, co Betty do tej pory widziała.

Z początku Betty nie rozumiała znaczenia tych symboli, ale stopniowo niektóre z nich zaczęły nabierać dla niej sensu. Zapytana o ich znaczenie, stwierdziła, że nie może jego podać, ponieważ nie potrafi przełożyć go na słowa.

Betty otrzymała książkę na dziesięć dni z zaleceniem nie udostępniania jej nikomu. Przez cały ten czas trzymała ją w szafce pod pudełkiem, bacząc, by nikt jej stamtąd nie wziął. Przejęła się tym tak bardzo, że zrezygnowała z cośrodowych zakupów, aby nie tracić jej z oczu. Po dziesięciu dniach książka zniknęła bez śladu.

Ostatnią sesję, która odbyła się 28 lipca 1977 roku, poświęcono na wyjaśnienie różnych szczegółów i niejasności, które wynikły w czasie poprzednich sesji.

Fred Youngren przypomniał wówczas między innymi Betty, że w czasie jednej z wcześniejszych sesji wspomniała o planecie, z której pochodzą te istoty, i że miała wtedy kłopot z wymówieniem jej nazwy. Poprosił ją, aby raz jeszcze spróbowała ją wymówić, lecz niestety mimo usilnych starań nie udało się jej tego zrobić, ponieważ nazwa była stosunkowo długa i składała się prawie wyłącznie z samych spółgłosek. W dalszej części rozmowy Fred Youngren zapytał ją, kiedy ją usłyszała. Nie przypuszczał, że to pytanie otworzy jej przypadek na nowo. Betty odpowiedziała mu krótko: "Kiedy tam byłam". Ta odpowiedź wywołała niemałe poruszenie wśród osób zgromadzonych w gabinecie dra Edelsteina, bowiem wcześniej ustalono, że miejsce, do którego ją zabrano, nie było ich rodzinną planetą. Szybko ustalono, że było to przed rokiem 1967. Betty nie potrafiła jednak powiedzieć, w którym roku ani ile miała wtedy lat.

W związku z tą sprawą stało się jasne, skąd wzięła się maleńka kulka, którą Quazgaa wyjął jej z nosa. Także kilka niejasnych opisów, które Betty podała w czasie poprzednich sesji, nie pasujących do opisu całego wzięcia, nabrało znaczenia. Tych kilka spornych szczegółów stało się automatycznie dodatkowym potwierdzeniem przypuszczenia, że Betty przeżyła przed rokiem 1967 jeszcze jedno wzięcie.

Postanowiono to od razu zbadać, jednak Betty zaczęła przeżywać tak silny strach, że dr Edelstein musiał przerwać seans hipnotyczny. Uzgodniono wówczas z Betty powrócenie do tej sprawy, kiedy będzie odpowiednio do tego przygotowana psychicznie. Los jednak sprawił, że rozwikłanie tej zagadki odwlekło się mocno w czasie i przypadło w udziale komu innemu.

Po dwuletnim okresie separacji ze swoim mężem, która nastąpiła za obopólną zgodą, Betty postanowiła w roku 1977 rozwieść się z nim. W czasie kiedy trwało badanie jej przypadku, czyniła odpowiednie przygotowania do tego celu, które polegały między innymi na znalezieniu nowego domu. Postanowiła przenieść się na Florydę, gdzie mieszkała jej siostra. Miała wyjechać tam zaraz po zakończeniu ostatniej sesji, lecz kilka dni przed zaplanowanym terminem do szpitala trafił jej chory na raka ojciec, który zmarł zaraz potem 27 sierpnia w następstwie szoku po dializie nerek. Pogrzebawszy go wyjechała w końcu do siostry razem z matką i dwiema córkami.

Nie chcąc być dla swojej siostry ciężarem zatrudniła się zaraz po przyjeździe jako kelnerka w miejscowej restauracji, gdzie za pośrednictwem swojej nowej przyjaciółki, Katherine, która pracowała tam jako kucharka, poznała Roberta Lucę. To ich spotkanie było dość osobliwe i nietrudno odnieść wrażenie, że zostało przez "kogoś" zaplanowane.

Bob Luca odbywał właśnie razem ze swoim przyjacielem, Eddie'm, planowaną wspólnie przez nich przez ponad rok podróż po Stanach Zjednoczonych. Jej trasa prowadziła między innymi przez Oregon, Kalifornię, Teksas i stamtąd z powrotem do Connecticut. W ich planie nie było Florydy, lecz z jakiegoś nieznanego powodu zdecydowali się w ostatniej chwili zahaczyć o nią.

Mieszkała tam siostra żony Eddie'ego. Była nią właśnie Katherine. Zatrzymali się u niej. Podczas kolacji Katherine opowiedziała im o Betty i jej przygodzie z NOLem. Gdy tylko Bob usłyszał to, powiedział Katherine, że musi go z nią poznać, ponieważ chce z nią o tym porozmawiać.

Betty przystała na propozycję spotkania z Bobem bez oporów. Po wstępnym zapoznaniu się w restauracji, gdzie pracowała, umówili się na obiad. Podczas obiadu Bob opowiedział jej o swojej obserwacji NOLi i związanej z nią trzygodzinnej luce w czasie i zapytał ją, czy może mu pomóc w tej sprawie. Ta luka w czasie nasunęła jej przypuszczenie, że Bob podobnie jak ona przeżył wzięcie. Obiecała mu pomóc i w tym celu zadzwoniła do Raymonda Fowlera, który wstępne rozpoznanie przypadku Boba zlecił miejscowemu badaczowi terenowemu w Connecticut.

Ich spotkanie odbyło się wkrótce po powrocie Boba do domu - 19 października 1977 roku. Ustalono wówczas, że jadąc w czerwcu 1967 roku z domu do Hammonasset Beach Bob dostrzegł około godziny 10.30 na bezchmurnym niebie jakieś dwa duże obiekty w kształcie cygar, z których wyleciały dwa mniejsze. Jeden z nich odleciał w kierunku New Haven wyprzedzając oba cygara, drugi zaś zbliżył się do niego opadając wolno w dół jak zeschły liść. W odległości około pół kilometra od niego zniknął mu w pewnym momencie z pola widzenia kryjąc się za drzewami. Bob zapamiętał, że pomyślał wówczas: "Lecą po mnie!"

Następną rzeczą, którą zarejestrowała jego świadomość, był jego przyjazd do Hammonasset Beach około godziny 14.00, czyli trzy godziny później niż powinien. Wstępny seans hipnotyczny przeprowadzony 3 grudnia ujawnił, że Bob został wzięty na pokład tego obiektu, zmuszony do rozebrania się i poddany jakiemuś badaniu na czymś w rodzaju stołu. Istoty, które go wzięły, miały nieproporcjonalnie duże łyse głowy z ogromnymi oczyma *[Z prywatnej korespondencji z Betty (Andreasson) Luca dowiedziałem się, że te istoty wyglądały tak samo, jak te, z którymi ona sama miała do czynienia, z wyjątkiem czerwonego uniformu wykonanego z połyskującego, przypominającego metal materiału oraz umieszczonego na piersi emblematu przedstawiającego coś w rodzaju błyskawicy.].

Wcześniej jednak, wieczorem 19 października zaraz po wstępnym wywiadzie, Bob zadzwonił do Betty i opowiedział jej o nim dziękując jej przy tym za pomoc. W pewnym momencie ich rozmowę przerwał jakiś męski pełen wściekłości głos, który przemówił do nich w jakimś niezrozumiałym języku. Betty od razu poznała, że to nie był człowiek. Poczuła silny niepokój i omal nie rozpłakała się, ponieważ głos powiedział jej, że coś "zostało zrobione" i "coś jest skończone". Zaraz potem dał się słyszeć odgłos "uruchamiania jakiejś ciężkiej maszyny", który wkrótce ucichł. Ponownie rozległ się ten sam rozzłoszczony głos, po nim znowu ów odgłos maszyny i potem po raz kolejny głos. Czując niepokój Betty, Bob zaproponował jej przerwanie rozmowy i odłożyli słuchawki.

Dwadzieścia cztery godziny później niepokój Betty "zmaterializował się". Krótko przed północą 20 października w wypadku samochodowym zginęli jej dwaj synowie, dwudziestojednoletni James i siedemnastoletni Todd. 

Betty jest głęboko przekonana, że śmierć jej synów była karą za jej zgodę na udzielenie pomocy Quazgaa'owi i jego ekipie w ich dziele niesienia pomocy Ludzkości. Ten głos według niej należał do kogoś, komu się to nie podobało, kto następnie spowodował tę śmierć. Czuła, że została wciągnięta w wir jakiejś ponadnaturalnej walki dobra ze złem stając się w ten sposób jej ofiarą. Czy ta interpretacja Betty jest słuszna, czy między tymi dwoma zdarzeniami istnieje rzeczywiście związek, czy też był to zwykły zbieg okoliczności - nie wiadomo. 21 sierpnia 1978 roku Betty Andreasson i Bob Luca pobrali się i po miodowym miesiącu spędzonym na Florydzie osiedlili się na stałe w Connecticut.

Minęły blisko dwa lata, zanim doszło do drugiego etapu badania jej przypadku mającego ustalić przebieg jej wcześniejszego wzięcia. Przez prawie cały czas od chwili zakończenia pierwszego etapu Betty utrzymywała stały kontakt z Raymondem Fowlerem, informując go na bieżąco o wszystkich niezwykłych zdarzeniach, jakie miały i mają do dziś dnia miejsce w jej domu, które potocznie zalicza się do zjawisk typu poltergeist, mających w jej przypadku niewątpliwie związek z jej wzięciem. Raymond Fowler nie mógł wcześniej przystąpić do drugiego etapu, ponieważ jego zespół z pierwszego zaraz po wyjeździe Betty na Florydę rozpadł się, a on sam zajął się pisaniem książki na ten temat, a po jej ukazaniu się - jej promocją. Wróciwszy z promocyjnego tournee obejmującego szereg miast na terenie całych Stanów Zjednoczonych, w których wygłaszał prelekcje oraz udzielał wywiadów w radiu i telewizji na temat przypadku Betty, napisał kolejną książkę na podobny temat Casebook of a UFO Investigator (Notatnik badacza NOLi).

W marcu 1980 roku zwrócił się do zamieszkałego w Connecticut badacza CUFOS, Richarda Nycza, o pokierowanie drugim etapem. Jako hipnotyzera wybrano magistra psychologii, Freda Maxa, który współpracował z różnymi lekarzami w tamtym regionie i miał już spore doświadczenie w tej dziedzinie. I chociaż nie miał wcześniej żadnych kontaktów z osobami mającymi jakiekolwiek przeżycia związane z NOLami, to jednak zgodził się chętnie na współpracę jako płatny konsultant.

Pierwsza sesja odbyła się 17 marca 1980 roku. Niestety, Richard Nycz nie mógł w niej uczestniczyć i w związku z tym Fred Max musiał przeprowadzić ją sam przy współudziale swojej żony Beryl. W czasie tej sesji hipnozie został poddany Bob. Przyniosła ona ogromną niespodziankę, bowiem zupełnie przypadkowo okazało się, że jego kontakt z NOLami miał po raz pierwszy miejsce latem roku 1944, kiedy miał pięć lat. Wówczas to siedząc po południu w ogrodzie na huśtawce dostrzegł w odległości około pięciu metrów od siebie kulę światła i usłyszał w głowie jakiś głos mówiący do niego.

Kolejna, druga sesja, która odbyła się tydzień później 24 marca, została ponownie poświęcona Bobowi. Max przeznaczył ją na ustalenie dalszych szczegółów tego przeżycia. Chciał się przede wszystkim dowiedzieć, co głos powiedział mu wówczas, lecz mimo wielu różnych wybiegów nie udało mu się tego osiągnąć ze względu na niezwykle silną blokadę psychiczną zabraniającą Bobowi mówienia komukolwiek o tym, co usłyszał.

Również i w tej sesji Richard Nycz nie mógł uczestniczyć. Obawiając się, że z kolejnymi sesjami może być podobnie, Fowler zadzwonił 25 marca do jednego z najlepszych badaczy CUFOS, oficera policji Larry'ego Fawcetta i poprosił go o pokierowanie badaniem. Fawcett zgodził się bez wahania i począwszy od czwartej sesji przeprowadzonej l kwietnia uczestniczył we wszystkich pozostałych.

W trakcie czwartej i piątej sesji hipnozie poddano zarówno Boba, jak i Betty. Badanie Boba koncentrowało się na ponownej próbie przełamania psychicznej blokady w jego umyśle, co mimo różnych zabiegów i śledczego doświadczenia Fawceta niestety zakończyło się fiaskiem, oraz jego drugim kontakcie z NOLem, to jest wspomnianemu wcześniej wzięciu z czerwca 1967 roku, którego szczegółowy opis zmuszony jestem jednak pominąć z uwagi na to, że przypadek Boba nie jest tematem tego rozdziału.

Badanie Betty rozpoczęło się od trzeciej sesji, która odbyła się nazajutrz po drugiej, 25 marca. Wprowadziwszy Betty w trans hipnotyczny Max poprosił ją, żeby przeniosła się pamięcią do dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyła NOLa. Tak postawione pytanie przyniosło nieoczekiwany rezultat. Betty pamiętała świadomie, że kiedy była nastolatką, widziała na niebie jakąś tajemniczą "bańkę", i w związku z tym spodziewano się, że przeniesie się właśnie do tego okresu, tymczasem jej pamięć przeniosła się do roku 1944, kiedy miała siedem lat. Na podstawie audycji radiowych, jakie nadawano w tym czasie, które zapamiętała, ustalono, że był to sierpień. Nie wiadomo, czy jej obserwacja miała miejsce tego samego dnia, co Boba, niemniej zbieżność pory roku jest zastanawiająca.

Owego dnia siedziała jak zwykle w swoim ulubionym miejscu zabaw - małej budzie skleconej przez jej brata i jego kolegów ze starych desek, ustawionej nieopodal domu rodzinnego. Jedząc krakersy i czekając na swoją koleżankę Didi dostrzegła w pewnym momencie jasną kulkę wielkości trzmiela krążącą wokół jej głowy i brzęczącą jak pszczoła. Kulka okrążyła ją pięć lub sześć razy i osiadła na jej czole między brwiami. Była zimna. W chwilę potem Betty poczuła dziwne mrowienie w głowie i stopniowo narastającą obezwładniającą senność, pod wpływem której odchyliła się wolno do tyłu i położyła na ziemi. Kiedy tylko dotknęła jej plecami, usłyszała wewnątrz głowy jakiś głos, który był mieszaniną wielu głosów mówiących jednocześnie niczym chór. Głos zwrócił się do niej po imieniu i powiedział jej, że rozwija się prawidłowo, że wkrótce będzie szczęśliwa i że przygotowują jej coś do pokazania. Odniosła wrażenie, że nastąpi to za pięć lat, że zostanie wówczas zabrana w jakieś miejsce, gdzie będzie mogła zobaczyć i odczuć Jedynego. Powiedzieli jej, żeby się tego nie bała, że to nie będzie bolało i że odwiedzą ją jeszcze, zanim to nastąpi. Na zakończenie głos oświadczył jej, że z tego całego zdarzenia pamiętać będzie jedynie "pszczołę" krążącą wokół jej głowy i zapadnięcie w sen.

Z uwagi na niezwykle silną blokadę psychiczną Maxowi nie udało się ustalić, w jaki sposób i gdzie zniknęła kulka. Betty pamiętała jedynie, że kiedy się ocknęła, Didi była przy niej. Z miejsca poskarżyła się jej, że użądliła ją pszczoła, lecz Didi uspokoiła ją, zapewniając ją, że musiało się jej przewidzieć, ponieważ we wskazanym miejscu na jej czole nie było najmniejszego śladu, który by to potwierdzał. Gwoli ścisłości, nie było tam żadnego śladu.

Było to pierwsze zagadkowe zdarzenie w życiu Betty, które miało niewątpliwy związek z następnymi, jakie ją czekały.

Kolejny kontakt Betty z tymi istotami wypłynął na światło dzienne 7 kwietnia podczas piątej sesji hipnotycznej. Nie wiedząc, czego oczekiwać, Max przezornie poprosił ją, aby przeniosła się w czasie do momentu, kiedy po raz kolejny zobaczyła NOLa. Podobnie jak poprzednim razem Betty nie potraktowała tego polecenia dosłownie, uważając, że Maxowi i Fawcettowi chodzi o obserwację bezpośrednio związaną z nieznanymi istotami.

W odpowiedzi na polecenie Maxa jej pamięć przeskoczyła do lata 1949 roku, kiedy miała dwanaście lat. I tym razem nie udało się ustalić dokładnej daty. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, ponieważ powszechnie wiadomo, że dzieci nie przywiązują wagi do dat i nie zawsze wiedzą, jaki jest dzień i miesiąc w danym momencie, zwłaszcza małe dzieci. Mieszkała wówczas razem z rodzicami w Westminster w stanie Massachusetts.

Pewnego dnia bawiąc się z rówieśnikami nieopodal zagajnika w pewnym momencie opuściła ich i pobiegła w stronę pobliskiego pagórka, aby poszukać tam zastawionej obok nory pułapki, która w nie wyjaśniony sposób zginęła stamtąd, co stwierdziła ze zdziwieniem, kiedy była tam poprzednim razem, chcąc sprawdzić, czy się coś w nią złapało. Zbliżywszy się do nory ze zdumieniem i przerażeniem dostrzegła wynurzające się z niej dziwne zwierzę. Wyjęła z kieszeni kilka kamieni i zaczęła kolejno rzucać nimi w nie. Żaden z kamieni nie dotarł jednak do celu, gdyż w pewnej odległości od nory zatrzymywały się w powietrzu, jak gdyby napotykały na jakąś niewidzialną przeszkodę, i opadały na ziemię. Po chwili Betty zobaczyła, że to nie zwierzę, lecz jakaś humanoidalna postać.

Humanoid wyglądał identycznie jak Ouazgaa i jego pomocnicy z dwiema różnicami: miał od osiemdziesięciu od dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu i przedziwny jednoczęściowy uniform okrywający ciało od szyi do stóp.

Przednia część uniformu na wysokości klatki piersiowej pokryta była usytuowanymi poziomo dużymi owalnymi przyciskami umieszczonymi jeden pod drugim w dwóch rzędach po trzy w każdym. Oba rzędy rozdzielał pokryty jakimiś symbolami i liniami duży owal, w środku którego znajdował się niewielki otwór. Owe symbole były bardzo podobne do tych, które Betty widziała w podarowanej jej przez Quazgaa'ę niebieskiej książce. Ponadto każdy przycisk miał inny kolor. Kolory przycisków w prawym rzędzie licząc od góry do dołu były następujące: czerwony, pomarańczowy i żółty - i odpowiednio w lewym rzędzie: zielony, niebieski i purpurowy.

Stanąwszy na wprost Betty humanoid nacisnął purpurowy przycisk, powodując wylecenie z otworu w środkowym owalu maleńkiej świetlistej kulki, identycznej jak ta, którą Betty widziała poprzednim razem, kiedy miała siedem lat. Kulka zbliżyła się do niej i tak samo, jak wtedy osiadła na jej czole w tym samym miejscu.

Betty z miejsca poczuła ogarniającą ją senność i wolno osunęła się na usłaną liśćmi ziemię kładąc się na wznak. Zaraz potem wszystko zaczęło jej wirować w głowie i usłyszała ten sam, co wtedy głos.

 

LARRY FAWCETT: Co słyszysz?

BETTY: To ten sam głos. Powiedział, że nadszedł czas i żebym zachowała spokój. I znowu czuję to wirowanie w głowie, i ponownie mówią tę samą śmieszną rzecz. Ale tym razem jest jeszcze jeden głos i słyszę go wewnątrz głowy. Ta mała osoba mówi do mnie, ale nie widzę, żeby poruszała ustami. Mówi razem z tym głosem, który wydobywa się z tej maleńkiej kulki światła.

FRED MAX: Słyszysz teraz dwa różne głosy, czy tak?

BETTY: Acha. Jeden z tych głosów to mieszanina wielu głosów.

FRED MAX: O czym one mówią?

BETTY: O mnie.

FRED MAX: Konkretnie.

BETTY: Sprawdzają mnie i mówią jeszcze jeden rok.

FRED MAX: Jeszcze jeden rok? Co to znaczy?

BETTY: Nie wiem.

FRED MAX: Czy mówią, że jakaś część ciebie jeszcze nie dojrzała lub coś w tym rodzaju?

BETTY: Powiedzieli po prostu: "Ma jeszcze jeden rok".

FRED MAX: Rozumiem. Zadawałaś im jakieś pytania?

BETTY: Zapytałam: "Jak wyszedłeś z tej nory?" I odpowiedzieli: "Dlaczego umieściłaś tam pułapkę na zwierzę?" Odparłam na to: "Nie wiem". Potem powiedzieli, że dowiem się o Jedynym.

FRED MAX: Czy zapytałaś ich, co mają na myśli mówiąc jedyny.

BETTY: Tak.

FRED MAX: I co odpowiedzieli?

BETTY: Powiedzieli, że przygotowują dla mnie jakieś rzeczy, które mam zobaczyć, że to może pomóc ludziom w przyszłości.

 

Na koniec głos powiedział Betty, że zapomni całe to zdarzenie, co doprowadziło do zabawnej sytuacji, kiedy Max zapytał ją, co było potem, nawiązując do niego.

 

FRED MAX: [...] I co było potem?

BETTY: Po prostu stoję obok tej nory rozglądając się za moją pułapką. I nie mogę jej znaleźć. Przypuszczam, że musiało ją zabrać jakiś zwierzę. Coś musiało ją odciągnąć.

FRED MAX: Innymi słowy, założyłaś pułapkę w miejscu, z którego wyszła ta istota?

BETTY: Co? [Betty sprawia wrażenie, jakby nie wiedziała, o czym mówi Max.]

FRED MAX: W porządku, co było potem? Co czujesz?

BETTY: Mam jakieś dziwne uczucie w palcach. Bolą mnie palce. Jestem przed tą norą. Nie mogłam znaleźć mojej pułapki, więc poszłam w głąb zagajnika.

FRED MAX: No i?

BETTY: Po prostu lubię chodzić do tego zagajnika i obserwować wszystko, co tam jest.

FRED MAX: Odkąd to robisz?

BETTY: Odkąd przenieśliśmy się do Westminster. Uwielbiam to.

FRED MAX: Pozwól, że zapytam cię, czy ostatnio zdarzyło się coś niezwykłego?

BETTY: Nie, nic z wyjątkiem zaginięcia mojej pułapki.

FRED MAX: Czy ta mała istota pomagała ci jej szukać?

BETTY: Jaka mała istota?

FRED MAX: Czy ta świetlista kulka pomogła zobaczyć ci to, czego szukałaś?

BETTY: Nie wiem. Co masz na myśli?

 

Ta niezwykle silna blokada psychiczna sprawiła, że Maxowi i Fawcettowi nie udało się ustalić, podobnie jak w przypadku poprzedniej obserwacji, w jaki sposób i gdzie oddaliła się istota.

W czasie tej sesji w pomieszczeniu, w którym się odbywała, doszło do dziwnego zdarzenia. W pewnym momencie, w czasie kiedy Betty była w transie hipnotycznym, Fawcett zauważył na zasłonie okiennej jakieś dziwne białe światło wielkości dziesięciocentówki. Z początku pomyślał, że to światło uliczne padające przez okno lub odbicie od jakiegoś przedmiotu znajdującego się wewnątrz pomieszczenia. Kiedy stwierdził, że to nie odbicie, zaakceptował swoje pierwsze przypuszczenie, uznawszy, że to zapewne światło jakiegoś reflektora samochodowego, i ponownie skoncentrował swoją uwagę na badaniu Betty. Po kilku minutach spojrzał z ciekawości w tamto miejsce. Zagadkowe światło wciąż tam było. W tej samej chwili, kiedy powiedział o nim pozostałym osobom, zniknęło. Zaniepokojony podszedł do zasłony i odsunął ją. Okazało się wówczas, że nie ma za nią żadnego okna, lecz pomalowana na biało ściana.

Kolejne trzecie przeżycie Betty związane z NOLem, do którego przeniosła się pamięcią na polecenie Maxa jeszcze w czasie tej samej sesji, miało miejsce przeszło rok później jesienią 1950 roku, również w Westminster. Zaczęło się w chwili, gdy Betty wchodziła rano schodami biegnącymi na zewnątrz domu. Ujrzała wówczas nad pobliskim wzgórzem coś, co określiła jako „ogromny księżyc", który rósł stopniowo w jej oczach przybliżając się do niej. W chwilę potem poczuła, że nie może się ruszyć, po czym stwierdziła, że stoi w jakimś pomieszczeniu. Wszystko wokół było białe. Szybując tuż nad podłogą spowitą we mgle do pomieszczenia wpłynęły i zbliżyły się do niej niewielkie, mierzące od 70 do 90 centymetrów wzrostu istoty, które z wyjątkiem jaskrawobiałego stroju i niskiego wzrostu nie różniły się wyglądem od tych, które uprowadziły ją w roku 1967 z domu w South Ashburnham.

Istoty powiedziały jej, aby się nie bała, i zapewniły ją, że nie zrobią jej krzywdy, co ją nieco rozluźniło. Aby ją jeszcze bardziej uspokoić, dodały, że jej ojciec wie o tym. Było to oczywistym kłamstwem, z czego zdawała sobie doskonale sprawę, niemniej nie przywiązała do tego wagi, uznając, że jest to bez znaczenia. Następnie oświadczyły jej: „Zabierzemy cię w pewne miejsce. Zabierzemy cię do domu". Zdziwiona tymi słowami odparła: "Jestem w domu!" - i w odpowiedzi usłyszała jedynie: "Nie bój się. Nie obawiaj się, wszystko będzie dobrze".

Jedna z istot podniosła rękę i Betty ogarnęła senność. Jak przez mgłę widziała, jak razem z nimi wpływa do innego pomieszczenia, wewnątrz którego było bardzo zimno. W samym środku stało coś w rodzaju dużej emanującej białe światło skrzyni, na której ułożono ją za pomocą nieznanej siły. W chwilę potem z unoszącej się nad Betty mgły opuścił się na pewną wysokość, nie dotykając jej, identyczny prostopadłościan. W tym momencie poczuła, że jest unieruchomiona. Dwie istoty niosące przed sobą po jednej emanującej białe światło kuli wielkości piłki do koszykówki podeszły do niej i stanęły z nią w jednej linii - jedna za jej głową, druga zaś na wprost stóp. Trzecia istota zdjęła jej z nóg buty i skarpetki i przyłożyła coś do jej pięt. Po tych czynnościach istoty oddaliły się zostawiając ją samą.

Wkrótce potem z mgły wyłoniły się cztery identyczne urządzenia w kształcie złączonych ze sobą pod kątem prostym dwóch beczułek. Wszystkie cztery były oddalone od siebie w tej samej odległości i były tak usytuowane względem siebie, że tworzyły naroża kwadratu leżącego w jednej płaszczyźnie z ciałem Betty. Ich "dna" były zwrócone do siebie i z ich powierzchni wychodziły po cztery identyczne promienie - dwa ciągłe, purpurowy i niebieski, i dwa białe przerywane - które wraz z tymi urządzeniami tworzyły zamknięty obwód.

Pracy tych urządzeń towarzyszyło cały czas ciche buczenie. W tym samym czasie oba prostopadłościany i obie kule zawieszone swobodnie w powietrzu przez te istoty w jednej linii z jej ciałem zmieniły barwę i zaczęły emanować pulsujące zielone światło, które przyprawiło ją o lekki ból głowy.

Po niedługim czasie to pulsujące światło przeszło z powrotem w jednostajną biel oraz wróciły dwie istoty. Zabrały obie kule i podniosły na pierwotne miejsce górny prostopadłościan, a następnie w ten sam sposób, co poprzednio, nie dotykając jej, zdjęły ją znad dolnego prostopadłościanu i postawiły w pionowej pozycji.

Gdy tylko Betty stanęła na nogach, jedna z istot zdjęła jej z pięt to coś, co jej wcześniej do nich przyłożyły, i powiedziała jej, aby poszła z nią.

Spowici mgłą podeszli do drzwi i weszli do ciemnego pomieszczenia, gdzie czekały na nich takie same z wyglądu, lecz dużo wyższe istoty. Przywitały się z nią i powiedziały jej, że odbędzie przejażdżkę. Po tym oznajmieniu uniosły ją zdalnie do góry i ułożyły na olbrzymim kole, które wyglądało, jakby było wykonane ze szkła, jednak w dotyku przypominało gumę. Przez całą jego powierzchnię biegł wewnątrz niego rząd równoległych względem siebie faliście ułożonych przewodów, wewnątrz których migotały różnokolorowe jasne światełka. Między tymi przewodami usytuowane były w dość dużych odstępach od siebie niewielkie otwory.

Jedna z wyższych istot podeszła do Betty i założyła jej na twarz coś w rodzaju uzdy, której celem było przypuszczalnie unieruchomienie języka i zapobiegnięcie jego zapadnięciu się do gardła w czasie przemieszczania się statku. "Uzda" utrudniała jej oddychanie i przez krótką chwilę wywoływała nawet reakcje wymiotne.

 

W górze nad dyskiem Betty dostrzegła przeźroczystą kopułę. Wkrótce obraz za nią zaczął wolno wirować. Została zroszona padającymi z góry kropelkami wody. Zaraz potem z tyłu za kopułą opuściło się na pewną wysokość jakieś światło i wywołało powstanie wokół Betty tęczy.

Statek stopniowo przyśpieszał, sprawiając, że Betty zapadła się coraz głębiej w galaretowaty dysk.

W czasie seansu hipnotycznego ciało Betty, a zwłaszcza jej twarz, zachowywało się tak, jak gdyby właśnie w tym momencie Betty była poddawana oddziaływaniu tego przyśpieszenia. W rezultacie mówienie przychodziło jej z trudem.

Po pewnym czasie oczom Betty ukazała się powierzchnia wody. Statek przystanął jakby na moment, po czym wleciał w środek ogromnego wiru.

W tym momencie Max zakończył seans. Podczas rozmowy, która miała potem miejsce, Betty dostrzegła w pewnej chwili, przez ułamek sekundy, obok fotela Maxa mglistą sylwetkę jednej z niższych istot, zaś pozostałe osoby usłyszały dziwny wysoki dźwięk.

Nie da się stwierdzić jednoznacznie, czy ta istota, którą Betty ujrzała, rzeczywiście tam się pojawiła, czy też była to jakaś pohipnotyczna sugestia pozostawiona w jej umyśle przez te istoty. Bezsporny jest jednak fakt usłyszenia przez wszystkich razem tego dźwięku i raczej mało prawdopodobna wydaje się tu możliwość wystąpienia zbiorowej halucynacji słuchowej.

Kolejna sesja, podczas której Betty relacjonowała dalszy ciąg tego wzięcia, odbyła się tydzień później, 28 kwietnia.

Lecąc w głąb wirującej wodnej otchłani odnosiła wrażenie, że to woda przesuwa się obok niej, zaś statek stoi w miejscu. W pewnej chwili wszystko stanęło w miejscu, po czym statek zaczął przemieszczać się w przeciwnym kierunku. Niedługo potem wyleciał z wody i wleciał do gigantycznego, wypełnionego emanującym zewsząd jasnym światłem, kolistego tunelu, który biegł łukiem i wyglądał, jakby był wydrążony w bryle lodu. Jego powierzchnię pokrywały ogromne lodowe stalaktyty i stalagmity.

W pewnej odległości od siebie z przodu Betty dostrzegła stojące pod ścianą po lewej stronie szklane z wyglądu prostopadłościany. Były ustawione gęsto obok siebie w pionowej pozycji. Kiedy przelatywała obok nich, z przerażeniem dostrzegła, że wewnątrz znajdują się ludzie w zastygłych pozach. Ten fragment relacji Betty zdumiał wszystkich i Fred Max wypytał ją o to szczegółowo.

 

FRED MAX: Jesteś nadal w tym statku i patrzysz przez to okno, i widzisz ludzi, tak? Możesz ich jakoś opisać? 

BETT Y: Po prostu... wygląda tam jak stojący człowiek.

FRED MAX: Mogłabyś go opisać?

BETTY: Ma... hm, nie wiem, po prostu, ma takie sterczące włosy.

FRED MAX: Ile może mieć w przybliżeniu lat?

BETTY: Ma mniej więcej tyle, ile mój szwagier. Dźwiga na plecach worek.

FRED MAX: Ile lat ma twój szwagier?

BETTY: Nie wiem.

FRED MAX: Trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt?

BETTY: Nie, chyba gdzieś koło dwudziestu.

FRED MAX: Czy ten człowiek jest typu kaukaskiego?

BETTY: Co to jest typ kaukaski?

FRED MAX: Czy ten człowiek jest białej rasy?

BETTY: Tak.

FRED MAX: Jak jest ubrany?

BETTY: Ma śmieszną koszulę wyglądającą jak dziewczęca bluzka i workowate spodnie. W tych rzeczach są wszyscy ludzie. Jest tam nawet Indianin.

FRED MAX: Ubrany jak ci z westernów?

BETTY: Tak.

FRED MAX: Powiedz mi, czy ci ludzie sprawiają wrażenie, jakby byli w ruchu?

BETTY: Nie. 

FRED MAX: Mają normalne kolory jak żywi ludzie?

BETTY: Tak.

FRED MAX: Innymi słowy, nie wyglądają, jakby byli martwi?

BETTY: Nie.

FRED MAX: Czy jest w nich zatem coś, co by wskazywało, że są wypchani?

BETTY: Nie.

FRED MAX: Dlaczego?

BETTY: Nie wiern, po prostu nie wyglądają, jakby byli wypchani. Za każdym z nich jest coś w rodzaju dekoracji, ale jest ona nieco mniej wyraźna.

FRED MAX: Co masz na myśli mówiąc dekoracja? Jakiego jest koloru?

BETTY: W przypadku tego człowieka z workiem jest to wyschnięta trawa czy coś w tym rodzaju. Wygląda, jakby znajdował się na polu.

FRED MAX: Zaczekaj chwileczkę. Czy każdy z tych ludzi ma inną dekorację?

BETTY: Tak.

FRED MAX: W porządku. Innymi słowy, każdy człowiek ma odpowiednio dobraną dekorację?

BETTY: Nie wiem.

FRED MAX: Jaką dekorację ma ten Indianin?

BETTY: Wokół niego są skały i jakieś krzaki, nie wiem, to nie jest takie rzeczywiste, jak ci ludzie.

FRED MAX: Czy to wygląda jak ludzie zamrożeni w lodzie?

BETTY: Tak, wyglądają, jakby byli w lodzie i stoją nieruchomo.

FRED MAX: W porządku, ilu różnych ludzi widzisz teraz? Inaczej mówiąc, czy widzisz kilku różnych ludzi?

BETTY: Tam jest całe mnóstwo ludzi.

FRED MAX: Czy jest tam ktoś, kto wygląda na kogoś, kogo już widziałaś?

BETTY: Nie. Ci ludzie tam są ubrani śmiesznie i staroświecko.

FRED MAX: Jak gdyby pochodzili z różnych okresów czasu?

BETTY: Tak.

FRED MAX: Wiem, że to zabrzmi głupio, ale czy są tam jacyś ludzie, którzy wyglądają, jakby pochodzili z przyszłości? Którzy mają na sobie ubrania, których tu u nas nikt jeszcze nie szył?

BETTY: Nie wiem.

FRED MAX: Innymi słowy, materiały, których jeszcze nie widziałaś, lub sposób łączenia poszczególnych części ubrań, jak na przykład nasze zamki błyskawiczne... mogą mieć coś bardziej zaawansowanego. Czy mają coś, co sprawia wrażenie czegoś bardziej zaawansowanego od tego, co widziałaś do tej pory u zwykłych ludzi?

BETTY: Nie, nie widzę nic takiego.

FRED MAX: Czy wyglądają, jakby patrzyli na to samo, jeśli w ogóle na coś patrzą?

BETTY: Och, po prostu stoją tam. Jest kilku, którzy siedzą, ale ich krzesła są słabo widoczne.

FRED MAX: Są tam jakieś dzieci?

BETTY: Tak.

FRED MAX: Jak młodzi są według ciebie najmłodsi ludzie, których widzisz?

BETTY: Powiedziałabym... hm, niemowlęta.

FRED MAX: A czy widzisz jakichś starych ludzi?

BETTY: Nie.

FRED MAX: Widzisz murzynów?

BETTY: Tak, widzę także Chińczyków, po prostu są tam wszyscy różni ludzie.

FRED MAX: Czy mogłabyś określić liczbę tych prostopadłościanów?

BETTY: Nie, jest ich dużo. Ta rzecz [statek] po prostu wolno przemierza ten lodowy tunel i są tam ci wszyscy różni jakby zamrożeni ludzie. Jest tam nawet pies i kot, a także inne zwierzęta. Jest tam tego całe mnóstwo, ale niestety nie jestem w stanie dostrzec wszystkiego.

 

Kiedy statek mijał ten odcinek tunelu, do pomieszczenia, w którym znajdowała się Betty, weszła jedna z wyższych istot. Podniosła jej ręce i obejrzała palce i dłonie, po czym położyła je z powrotem i zdjęła z jej twarzy "uzdę". Powiedziała do Betty: "Wychodzimy" - i Betty uniosła się do góry. Przyjąwszy pionową pozycję, Betty poszybowała za istotą ku drzwiom. Minąwszy je znaleźli się w ciemnym mglistym nieprzyjemnym otoczeniu, które napełniło Betty strachem.

Przemierzyli pewien odcinek drogi, po czym prowadząca Betty istota zeszła na bok zostawiając ją samą. Sunąc dalej do przodu Betty dostrzegła nieopodal siebie sylwetki trzech innych identycznych istot. Za ich plecami znajdowało się kilka metalowych z wyglądu, dużych dysków. Zarówno te istoty, jak i obiekty były słabo widoczne z powodu mgły.

Środkowa istota zbliżyła się do niej, uniosła na chwilę do góry rękę i Betty poszybowała za nią. Najwyraźniej z powodu tej mgły powietrze było mocno przesiąknięte wilgocią. Po niedługim czasie zatrzymali się i Betty usłyszała w głowie: "Jesteś już coraz bliżej, wiesz". Nie bardzo wiedząc o czym mowa, zapytała: "Bliżej czego?" W odpowiedzi usłyszała: "Bliżej domu".

Po pewnym czasie dotarli do miejsca, gdzie znajdowało się urządzenie przypominające kształtem w pewnym stopniu skorupę małży. Było wykonane jakby z kilku warstw szkła odbijającego światło jak lustra. Towarzysząca Betty istota uniosła ją do góry i ułożyła na dolnej pokrywie. Kiedy górna pokrywa opadła zamykając ją w środku i po krótkiej chwili otworzyła się znowu, Betty stwierdziła ze zdziwieniem, iż znajduje się w jakimś jasno oświetlonym miejscu. Była zachwycona jego pięknem. Obok czekała na nią tym razem jedna z niskich istot. Wyjęła Betty ze środka unosząc ją do góry i postawiwszy ją w pionowej pozycji, powiedziała jej, aby stanęła na grubych przeźroczystych klockach zaokrąglonych z przodu i z tyłu.

Betty miała kłopot z opisaniem tego, co tam zobaczyła, ponieważ nic podobnego nie istnieje na Ziemi. Powiedziała, że wyglądało to w przybliżeniu jak wykonany ze szkła, odtworzony w najdrobniejszych szczegółach las z całym bogactwem flory i fauny. Wszystko był pogrążone w bezruchu.

Idąc w asyście tej istoty przez ów las Betty dotknęła w pewnym momencie motyla. Motyl napełnił się stopniowo swoimi naturalnymi kolorami: czarnym, niebieskim i zielonym - i polatał przez chwilę, po czym zaczął tracić kolory i zatrzymał się w miejscu. Wkrótce zniknął i w tym samym miejscu pojawił się błysk biało-niebieskiego światła, z którego spadła kropla czegoś przeźroczystego, jakby wody. Spadając kropla przeobraziła się w takiego samego, jak na początku przeźroczystego motyla. Wszystko to trwało zaledwie kilka sekund.

Identycznie było z kwiatami, których dotknęła. Czuła nawet zapach, który wydzieliły w trakcie krótkiej chwili ożywienia.

Betty zapytała istotę, dlaczego każda dotknięta rzecz ożywa na krótką chwilę. Istota nie wyjaśniła jej tego, stwierdzając jedynie lapidarnie, że zrozumie to, kiedy znajdzie się w domu, i dodała, że "dom jest tam, gdzie jest Jedyny". Na pytanie o to, kim on jest, odpowiedziała wymijająco: "Zbliżamy się do domu, gdzie jest Jedyny".

Wkrótce dotarli do ogromnej przeźroczystej kuli. Betty została wessana do jej wnętrza i kula ruszyła wzdłuż tunelu biegnącego pod przeźroczystą ziemią.

Kiedy kula zatrzymała się, Betty ponownie znalazła się w jasno oświetlonym otoczeniu, gdzie wszystko było również wykonane z przeźroczystego szkłopodobnego materiału. Na zewnątrz czekała na nią kolejna niska istota. Nie mogąc się ruszyć, musiała zaczekać, aż będzie wolno jej wyjść. Kiedy w końcu opuściła kulę, została poproszona o podniesienie nóg. Wówczas przylegające do jej stóp przeźroczyste klocki odpadły.

Razem z tą istotą poszybowała tuż nad ziemią w kierunku ogromnej szklanej ściany, wewnątrz której znajdowały się olbrzymie wrota wykonane jakby z nałożonych na siebie grubych tafli szkła, z których każda następna zdawała się być węższa od poprzedniej. Zatrzymali się obok nich i eskortująca ją istota powiedziała: "Teraz wejdziesz w te wrota, aby zobaczyć się z Jedynym. Nie bój się".

Po tych słowach Betty doświadczyła czegoś, co w literaturze psychotronicznej określane jest jako OBE lub OOBE *[Oba te skróty pochodzą od słów "out of the body experience" oznaczających "doświadczenie z przebywania poza ciałem".].


Strona: 1 2 3 4 5



     

Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

poprzednie wiadomości:

UFO - TEMATY

Nie, 8 maj 2016 13:05

DZIWNA OBSERWACJA UFO – BIAŁA KULA KRĄŻYŁA WOKÓŁ INNEJ… BIAŁEJ KULI?

Wielokrotnie sygnalizowaliśmy, że UFO to nie tylko „dyski lub inne dziwne obiekty”, ale także rzeczy zupełnie wykraczające poza wyobraźnię… Taką relacją jest opis tego, co nasz czytelnik widział latem 1985 roku. Była to „kula latająca wokół innej kuli niczym elektron wokół atomu”. Przypomnieliśmy sobie tę relację po obejrzeniu filmu z Włoszech z 2009 roku. czytaj dalej

Pon, 4 kwi 2016 23:29

CZY MOŻNA TELEPATYCZNIE PRZYWOŁAĆ OBIEKT UFO?

Były wczesne lata 70-te ub. wieku. To miała być zwykła zabawa na koloniach, ale nagle stało się coś, co przeraziło wszystkich „uczestników eksperymentu”. W błyskającym świetle można było zobaczyć „znaki i dziwne symbole”. czytaj dalej

Czw, 31 mar 2016 09:42

EMILCIN - APEL DO CZYTELNIKÓW SERWISU!

Poszukujemy pełnej wersji filmu o Emilcinie, który w całości chcemy zapreznetować w rocznicę najsłynniejszego Bliskiego Spotkania Trzeciego Stopnia w Polsce. Jego bohaterem jest Witold Wawrzonek, który był bardzo ważną postacią w całej historii tego przypadku. czytaj dalej

Pon, 7 mar 2016 09:48

UFO NAD BYŁYM ZWIĄZKIEM RADZIECKIM

 "Radzieckie Siły Powietrzne i KGB posiadają fragmenty pięciu rozbitych UFO” – pisała w swojej książce w 1991 roku Marina Popowicz, doktor nauk technicznych, pułkownik lotnictwa, doświadczony lotnik i członek Komitetu ds.  Zjawisk Anomalnych przy Akademii Nauk. – „ Po dokonaniu analizy posiadanego materiału wojskowi doszli do wniosku, że nie można go wyprodukować na Ziemi, za pomocą znanej nam technologii.” czytaj dalej

Nie, 21 luty 2016 22:30

UFO NAD ŚWIĄTYNIAMI

Jasne światła, świetlne słupy lub wprost latające, metalowe dyski – UFO bardzo lubi zatrzymywać się nad przeróżnymi świątyniami. Czy załogi tych obiektów są świadome, że to miejsca religijnego kultu? Jest to wielce prawdopodobne. czytaj dalej

Pt, 29 sty 2016 23:54

CIA UJAWNIA DOKUMENTY W SPRAWIE UFO

Opublikowane na stronie CIA dokumenty pochodzą głównie z lat 1940-1950. Wśród materiałów znalazły się m.in. akta dotyczące sprawy z Niemiec z 1952 roku, gdzie agenci badali historię "ogromnego latającego spodka" o średnicy około 15 metrów. czytaj dalej

zobacz archiwum...

  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.